stara, brudna, trochę śmierdzi:P pozostaję w zachwycie. gdybym miała ze sobą aparat, zapewne wykończyłoby mnie fotografowanie zabitych dechami okien, odrapanych murów, zatęchłych bram etc. niestety teraz muszę liczyć na własną pamięć wzrokową, która jest zawodna jak mało co. właściwie już nic nie pamiętam:]Ł. zaskoczyła mnie, miał być kolejny poznań/wrocław (duże miasto, cywilizacja, odpicowana starówka) plus fabryki, a tymczasem - podupadły mały brzydki dworzec i takież miasto, tyle że nieco niż dworzec starsze, z przeuroczymi kamienicami w równie uroczej rozsypce, zalane spiżowymi (tak, sprawdzałam w wiki!) pomnikami, przesycone zapachem sajgonek i mocno nieświeżych osobników w potrzebie (stała stawka - 50 groszy i fajka)
gdyby mi zawiązać oczy i nie pokazywać tabliczki ŁÓDŹ FABRYCZNA, pomyślałabym że to suchowola (w której zresztą nigdy nie byłam, ale pewnikiem jest piękna;)
nagrodą za odwagę (cud, że empiku nie zamknęli, zanim zdecydowałam się podejść do sztalugi) jest przyjaźń z dwumetrowym jeżem maskotkiem i najnowszy komiks z autografami leśniaka i skarżyckiego (taaak, było publiczne rysowanie;)
nagrodą na spostrzegawczość - kalendarzyk wraka z rysunkiem marka lachowicza wypatrzony na podłodze textilimpexu (TRUDNE SŁOWO) oraz zakupiony po 50% przecenie "komiks w-wa" (boli rozjechany tekst na niektórych stronach - najwidoczniej pan trusciński albo jakiś grafik, który miał to za niego zrobić, nie użył do tekstu 100%K, a drukarze się nie spisali - takie tam zboczenie okazyjnego DTP-owca;)
nagrodą za cierpliwość - tort z okazji 10-lecia klubu świata komiksu (łorewa) - pyszny nie był, ale pomógł przetrwać do wieczora
miło było tę łódź wraz z festiwalem zaliczyć, zobaczyć dawno nie widziane twarze, jak i te znane tylko ze zdjęć, pośmiać się, pośmiać i jeszcze raz pośmiać, kilkakrotnie zabłądzić, zobaczyć na żywo komiksy, tablety i markery (zestaw cielisty - OMFG!) na które i tak sobie nie pozwolę i pomieszkać w wypasionej melinie (thx łuczaj/słobo/anouar!)
wspominałam o serafie i gabrieli? nie? nie szkodzi...
a najładniejsze były oczki.
było BARDZO (jak to powiedział rafał i ja się pod tym podpisuję obiema rękami i nogami również - nogami, którymi ledwo powłóczę i które będą potrzebowały dłuuuugiej rehabilitacji w ciechocinku)
porady na rok następny, jeśli doczekamy:
- żadnego pojawiania się 10 minut przed odjazdem pociągu - godzina to absolutne minimum - w przeciwnym wypadku nogi będą miały nam co nieco za złe po półtoragodzinnym staniu na korytarzu przy drzwiach wejściowych (zarzekałam się że w drodze powrotnej usiądę choćby na podłodze, ale nie wzięłam pod uwagę deszczu/błota/płynących korytarzy)
- napoje procentowe należy kupić w pierwszym napotkanym sklepie i nie zostawiać tej kwestii na żadne później - skończyć się to może znacznym uszczupleniem portfela bądź nieznośnie trzeźwym umysłem (zaliczyliśmy chyba i to i to - jednocześnie)
- odpuszczamy sobie zapamiętywanie znaków szczególnych, nazw mijanych ulic, liczenia przecznic itp, i tak przegapimy cel i trafimy na miejscu dopiero po dwudziestokrotnym okrążeniu łodzi:P
- kanapka-kebab za 6 zeta jest pyszna:) przynajmniej ta na mickiewicza, na przeciwko fałszywego jasia fasoli ze światełkiem przemieszczającym się w okolicy nosa (nosa jasia, nie naszego), mniej więcej tam gdzie pod wrażeniem owego światełka i murka minęliśmy początek ulicy piotrkowskiej - której to szukaliśmy
- na stoiska targowe wypada trafić wcześniej niż później - za karę teraz doskwiera mi brak łałmowych przypinek
- karnet 2-dniowy nie jest konieczny, niedziela będzie zaspana i nie zdążymy już na żadne spotkanie
- czapka, koniecznie weź czapkę! (niechże śledziu i jego zapasowa czapka w kieszeni będzie dla ciebie przykładem)
i KONIEC
ps. ok. 2 a.m. jakiś biegnący chłopiec wpadł na mnie z siłą torpedy, migiem uciekł i pozostawił w szoku, zaraz potem r. powiedział: "czuję się w tym mieście strrrrasznie bezpiecznie". taaa....
(obrazek pożyczony z wraka)

